czwartek, 21 lipca 2016

9. Jakby to było wczoraj.

-Pamiętasz, jak wrzuciłem cię tu w zaspę? -Peter zaśmiał się, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Spacerowaliśmy, trzymając się za ręce. Prawdę mówiąc jeszcze nie czułam się tak dobrze, jak w tej chwili. Gdy ciepła dłoń Prevca mocno ściskała moją. Jednak wątpliwości, jakie dopadły mnie podczas ostatnich rozmyślań, nie chciały ode mnie odejść. Bałam się. 
-Taa. Powinieneś nie chcieć, żebym pamiętała. -mruknęłam, mocniej owijając się szalikiem.
-Zawsze jesteś takim zmarzlakiem?
-Odkąd pamiętam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że wyjechałam tutaj, a nie do jakiejś Barcelony czy innego Rzymu. -znowu usłyszałam jego śmiech.
-Ja nie narzekam. -objął mnie w pasie i pocałował. Przytuliłam się do niego. Był taki ciepły..
-Możemy już wracać?
-Pewnie.
-Zimno mi chyba we wszystko.
-Spokojnie, zajmę się tym. -spojrzałam na niego z ukosa, ale tylko pokręciłam głową. Chwyciłam Petera za rękę i wróciliśmy do mojego mieszkania.
Gdy tylko przekroczyliśmy jego próg, poczułam jego usta na swoich.
-Zmarzłaś w twarz?
-Tylko w nos. -zaśmiałam się, gdy pocałował mnie w niego. -Czy ty przypadkiem nie musisz jutro wstać jakoś wcześnie?
-Tak, ale mam jeszcze trochę czasu, żeby cię podenerwować.
-Pff. W takim razie żegnam. 
-Tylko żartuję, misiaczku. 
-Misiaczku? Serio? -zaśmiałam się. Peter złożył na moich ustach kolejny pocałunek. Zaczął całować mnie po szyi, a jego ręce wylądowały na moich pośladkach. - Peter... 
-Hmm? -wymruczał w moje ucho. 
-Przestań. -wyszeptałam. Odsunęłam się od niego i poszłam do salonu. To wszystko szło za daleko, za szybko. Przerastało mnie. Jeszcze niedawno moje życie było zupełnie inne. Chodziłam na zajęcia, spotykałam się z Domenem, ale nasze stosunki pozostawały przyjacielskie. Teraz doszedł do tego Peter. Uwielbiałam go. Jego pocałunki, uśmiech, ciepło, jakie biło od niego gdy mnie przytulał. Jednak gdy tylko pomyślałam, że po raz kolejny siada na belce, że może coś mu się stać.. Aż ściskało mnie w środku. Bałam się o niego i nie mogłam się tego pozbyć. Martwiłam się, chciałam się o niego troszczyć... Czy to.. Może być coś więcej? I jeszcze ten zakład, ta sprawa... 
-Kamila, co się stało? 
-Wszystko w porządku. 
-Nie prawda. -stanął przede mną i złapał mnie za dłonie. Poczułam dreszcze. 
-Zwolnijmy, okej? -powiedziałam, nie patrząc na niego. Podniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy. 
-Oczywiście, kochanie. -uśmiechnął się. -Trzeba było tak od razu. 
-Nie, ty nic nie rozumiesz. -niechętnie oderwałam się od niego. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. -Nie jestem gotowa na więcej. 
-O czym ty mówisz? -teraz jego spojrzenie przepełnione było.. Smutkiem. 
-Po prostu.. Jak ty to sobie wyobrażasz? Ty, najlepszy skoczek na świecie i ja, jakaś Polka, która wpieprza się w twoje życie..
-Nie jesteś jakąś tam Polką.. Nie dla mnie. 
-Peter.. Ja nie nadaję się na dziewczynę. Ja.. Moja przeszłość.. My nic o sobie nie wiemy. Kompletnie. Nie mam pojęcia co lubisz, ile słodzisz, czego słuchasz. Nie wiem co oglądasz w telewizji, co jesz, o której chodzisz spać. Nie wiem nic. I ty nie wiesz nic o mnie...
-Właśnie dlatego spotyka się z kimś, żeby go poznać. -Peter był.. zirytowany. A nawet zły. Ale jak ja miałam mu to powiedzieć? Schowałam twarz w dłoniach. -Kamila, spójrz na mnie. -pokręciłam głową.
-Zostaw mnie. Przepraszam.. 
-I myślisz, że ja tak po prostu odpuszczę? -ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie w usta. -Nigdy. 

_________________________________________
Nie bijcie, proszę. Przepraszam za to coś wyżej. To opowiadanie miało być fajne, rozdziały miały pojawiać się często, a wyszło jak zawsze. Jeszcze nie wiem, co z tym zrobię. 
Chyba wyjdzie mi dramat. 
xx 



czwartek, 2 czerwca 2016

8. Rzeczywistość wita.

   Po powrocie do Słowenii nie mogłam przyzwyczaić się do codzienności. Za tydzień miałam zacząć nową pracę. W końcu z czegoś muszę się utrzymywać. Rozmowa kwalifikacyjna poszła mi całkiem nieźle, więc może coś z tego będzie. I jeszcze ten Peter.. Peter, z którym rozmawiałam ostatnio pięć dni temu. Niby tylko pięć dni, ale kurde, aż pięć dni! Rozumiem, że ma dużo treningów i takie tam, ale mógłby napisać choć jednego, głupiego SMS-a. Zaczynałam tęsknić za jego uśmiechem, włosami.. Ustami.. Kurwa. 
Gotowałam właśnie obiad, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. 
-Już idę! -krzyknęłam, wytarłam ręce i otworzyłam. -Cześć Domen. 
-Cześć. Jak tam rozmowa? 
-Myślę, że w porządku. -uśmiechnęłam się i zaprosiłam go do środka. -Masz ochotę na pieczonego łososia? Niedługo będzie gotowy. 
-No pewnie. Uwielbiam twoją kuchnię. -ostatnio rzeczywiście poprawiłam swojej zdolności kulinarne. Od zawsze lubiłam gotować, a teraz miałam na to więcej czasu. 
-To gdzie teraz zawody? -zapytałam, gdy zajadaliśmy się rybą z brokułami.
-Sapporo. Jutro o 4 wylot. Nie ma to jak dobra pora. -zaśmiałam się. Lenistwo i ukochanie snu Domena były jednymi z jego uroczych wad. 
-Dasz radę. Będę trzymać za ciebie kciuki. 
-Nie nastawiam się na żadne miejsca, ale wykonałem kawał dobrej roboty ostatnio więc.. 
-Miałam na myśli to, żebyś wstał. -zaśmiałam się. -Ale za to też. 
-Fajnie by było stanąć na podium. 
-Ostatnio było blisko. -puściłam mu oczko. 
-Wiesz, Peter liczy tylko na zwycięstwo. -delikatnie poruszyłam się na jego imię. 
-Co tam u niego? -zapytałam od niechcenia. Domen popatrzył na mnie zdziwiony. 
-A wy.. Nie.. Hmm.. -zaczął się dziwnie jąkać i lekko zarumienił.
-No wyduś to wreszcie. 
-Nie jesteście razem? -spojrzałam na niego z bladym uśmiechem. 
-Co...
-Przecież nie dostałem w twarz za darmo. 
-Cóż, nie rozmawiałam z nim od przyjazdu tutaj.. Myślałam, że.. -przerwał mi dźwięk dzwonka. Ktoś znowu się do mnie dobijał. -Przepraszam. -wydusiłam i poszłam do drzwi. 
-Peter, co ty tu.. -Nie dał mi dokończyć, tylko zamknął mi usta pocałunkiem. Objął mnie w talii i wciąż namiętnie całował. 
-Ekhmm. -usłyszeliśmy za sobą. Peter jednak w ogóle się tym nie przejmował. 
-Przepraszam. -wyszeptał, odrywając się od moich warg. -Cześć Domen. 
-Hmm. Tak. -mimowolnie na moje usta wpłynął uśmiech. -Jesteś głodny? -Peter również się uśmiechnął. Miałam ochotę znów go pocałować. 
-A czym chcesz mnie nakarmić? 
-Jakaś aluzja? 
-Skąd. -zaśmialiśmy się, a Domen spojrzał na nas zdziwiony i lekko rozbawiony. 
-Wiesz Kamila, ja właściwie będę się zbierał. W końcu jutro muszę wcześnie wstać. 
-Okej. 
-Ty Peter też lepiej się wyśpij. -puścił mu oczko i założył kurtkę. Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. 
-Taki mam zamiar. 
-Na razie, dzieciaczki. 
-Pa dzieciaczku. - zamknęłam za nim drzwi. Odwróciłam się i natrafiłam na twardą klatkę piersiową Petera. Spojrzał mi w oczy. Chciałam go wyminąć i udawać obrażoną. W końcu powinnam być. Ten jednak owinął swoje ręce wokół mojej talii i przyciągnął do siebie. 
-Jesteś na mnie zła? -nie odpowiedziałam. Ale naprawdę ciężko było mi się nie zaśmiać. -Kochanie przepraszam, mogłem chociaż zadzwonić. Miałem dużo pracy. 
-Jasne. Nie musisz się tłumaczyć, przecież my.. 
-No właśnie, jesteśmy razem, więc powinienem. -powiedział spokojnie, wywołując u mnie osłupienie. Czyli my naprawdę jesteśmy razem? 
Po raz kolejny uśmiechnęłam się wbrew mojej woli. Objęłam go za szyję i pocałowałam. 
-Po prostu za tobą tęskniłam. -wyszeptałam. Peter uśmiechnął się. 
-Ja też. Nawet nie wiesz, jak bardzo. 
-To dlaczego się nie odzywałeś? 
-Musiałem załatwić coś ważnego. 
-Co takiego? 
-Powiedzmy, że to mała niespodzianka. -spojrzałam na niego. 
-Jaka znowu niespodzianka? -zapytałam. Peter jednak nie powiedział o tym nic więcej. Pocałował mnie, opierając o ścianę. Zupełnie jak w Zakopanem. 
-Masz ochotę na mały spacer? 

_________________________________
Dum, dum. Znowu jestem 😊 




wtorek, 17 maja 2016

7. Jesteś miła!

-Dlaczego uderzyłeś Domena? 
Peter spojrzał mi w oczy. Zaśmiał się lekko. 
-Nie sądziłaś chyba, że pozwolę mu całować moją dziewczynę. -chwilę zajęło mi zrozumienie tego, co powiedział. Oczywiście przez krążący w moich żyłach alkohol. Wszystko fajnie, tylko zaraz, kurwa, co?! Czyja dziewczyna?! 
-Chyba coś ci się pomyliło. -zaśmiałam się. Peter przysunął się do mnie i objął mnie w pasie. Moje ręce dalej były na jego szyi. 
-Nic mi się nie pomyliło. Podobasz mi się, a ja tobie. 
-Nie.. 
-Nawet nie zaprzeczaj. Odkąd zobaczyłem cię pierwszy raz w salonie, nie mogę przestać o tobie myśleć. 
-Jesteś pijany? 
-Nie, ale ty tak. -uśmiechnął się. Przez chwilę znowu zakręciło mi się w głowie. -To, co powiedziałem u ciebie, o tym jak widzę nas za kilka lat, ja tego sobie nie wymyśliłem. Przyśniło mi się to. I zrobię wszystko, żeby tak się stało. 
-Pocałujesz mnie wreszcie? -powiedziałam, zanim o tym pomyślałam. Peter uśmiechnął się po raz kolejny. To był ten uśmiech. 
Następnie zbliżył się do mnie i dotknął moich warg. Przeniosłam ręce w jego włosy, a on przesunął swoje na moje plecy, przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie. Całował mnie tak jak nigdy wcześniej. Mocno, władczo i namiętnie. Coraz bardziej czułam jego powiększające się podniecenie. 
Odsunęłam głowę, gdy zabrakło mi tchu. Spojrzałam w jego oczy i byłam pewna, że przepadłam. Nie liczył się żaden chory zakład, moje obawy, nic. W moim umyśle był tylko on. Dalej mocno mnie obejmował. Pocałował mnie w czubek nosa i patrzył na mnie jak zafascynowany. 
Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, ale czułam się trzeźwa. Przesunęłam opuszkami palców po jego wardze. Zamruczał zmysłowo, ponownie mnie całując. Mogłabym stać tam przez resztę nocy. A nawet życia. Nie czułam nic oprócz przepełniającego mnie całą szczęścia. 
-Obiecaj, że przeprosisz Domena. -spojrzałam mu w oczy. 
-Obiecuję. Wreszcie taksówka. -wyszeptał, przerywając nasz kolejny pocałunek. -Zaraz mi tu zamarzniesz. 
-Z tobą było by to niemożliwe. -uśmiechnęłam się i wsiedliśmy do samochodu. Bez pomocy Petera oczywiście bym tego nie zrobiła. Położyłam głowę na jego ramieniu i zrobiłam się bardzo senna. -Peter.. -wyszeptałam i odpłynęłam. 

Obudziłam się w pokoju, który na pewno nie należał do mnie. Odetchnęłam głęboko i otworzyłam oczy. Byłam bez sukienki. Na stoliku obok stała szklanka wody i mała karteczka. Powoli przypominałam sobie wczorajszy wieczór. O dziwo nie bolała mnie głowa, ani nie czułam innych nieprzyjemnych skutków zbyt dużej ilości wypitego alkoholu. Uśmiechnęłam się gdy dotarło do mnie, co wydarzyło się na sam koniec. Upiłam łyk wody i sięgnęłam po kartkę. 
Zawsze rano biegam. Niedługo wrócę. P.
Wstałam z łóżka i założyłam sukienkę. Nic innego przecież ze sobą nie miałam. W łazience zmyłam rozmazany makijaż i uczesałam włosy. Nie wiedziałam czy powinnam zostać, czy iść do siebie. Tego problemu pozbawił mnie Peter, który wszedł do pokoju z uśmiechem na twarzy. 
-Dzień dobry. -przywitał się, a mi na jego widok prawie stanęło serce. Miał przyspieszony oddech i potargane włosy, ale jeszcze nigdy nie był dla mnie tak seksowny. Czy to wszystko dzieje się naprawdę? 
-Dzień dobry. 
-Niesamowite. -powiedział, przyciągając mnie do siebie i całując w czoło. Szczerze, to miałam ochotę na coś więcej. 
-Co jest takie niesamowite? - zapytałam. 
-Że uśmiechasz się na mój widok i nawet jesteś miła! -spiorunowałam go wzrokiem, śmiejąc się. 
-Dzień dobroci dla samobójców. I tak ci źle? 
-Nie, jest wspaniale. Mogłabyś tak na codzień. 
-Jak będziesz grzeczny, to pomyślimy. 
-Masz na myśli to? -uśmiechnął się i w końcu pocałował mnie w usta. Objęłam go za szyję i oddałam pocałunek. Jeszcze nikt nie całował mnie w ten sposób. Raz namiętnie, raz delikatnie. Miał takie ciepłe wargi, które mogłabym czuć na swoich przez cały czas. Wplotłam palce w jego włosy i dostrzegłam, jak bardzo były miękkie. Aż chciało się ich dotykać. Między nami robiło się naprawdę gorąco, tylko w pewnym momencie usłyszeliśmy burczenie mojego brzucha. Przypomniałam sobie, że mogę być głodna. Peter zaśmiał się cicho. -Chyba powinniśmy iść na śniadanie.  
________________________________
Kto się spodziewał takiego obrotu spraw? Na pewno nie ja. To wszystko przez Petera. 
Chyba powoli to on przejmuje to opowiadanie. 😁 A tak naprawdę to niedługo sama pogubię się w tym wszystkim. Mam nadzieję, że jednak coś z tego wyjdzie. 
Pozdrawiam 💗  




sobota, 30 kwietnia 2016

6. Muszę się napić.

      -Kamila, błagam. Przecież nie będziesz tu sama siedzieć. 
-Nigdzie nie idę. -Powiedziałam pewnie. Czy ten głupek nie może zrozumieć, że nie bawię się w imprezy? Chciałabym w spokoju przeczytać książkę, ale nie, ja muszę przejść bardzo długą drogę, nim odwiodę go od jakiegoś kolejnego, marnego pomysłu. 
-Czemu zawsze jesteś taka uparta? Widzisz, na konkurs też nie chciałaś jechać, a podobało ci się. -Podobało mi się? To mało powiedziane! Kurde, tu mnie ma. A może to wcale nie będzie taki zły pomysł? 

    Boże, co ja w ogóle sobie pomyślałam? To był najgorszy pomysł z możliwych! Siedziałam właśnie w jakimś zakopiańskim klubie, pomiędzy pijanym Tepesem, a dziwnie wyglądającym Laniskiem. Na przeciwko siedział 'obrażony na wszystko panicz' Peter. Naprawdę nie rozumiem tego człowieka. Jeszcze chwilę temu pił piwo i nawet żartował. A teraz wyglądał jakby mu chomik umarł. Ku mojemu szczęściu przy stoliku pojawił się Domen, więc szybko się do niego przesiadłam. Nie zapominając oczywiście, że jutro mam go zamordować. To będzie straszna zemsta. 
-Pięknie wyglądasz. -powiedział, a wszyscy przy stoliku jak na komendę spojrzeli na mnie. Pożałowałam, że założyłam tak krótką sukienkę. -Czego się napijemy? -Uśmiechnął się. Zauważyłam, że Peter dalej nie odwrócił wzroku. 
-Muszę napić się czystej, bo nie wytrzymam tak dłużej. -Spojrzał na mnie zdziwiony. Ja już jednak szłam do baru, więc udał się za mną. Potrzebowałam możliwie największej dawki alkoholu. Przecież mi czasami też należy się coś od życia. Chciałam się upić i dobrze bawić. 
Zamówiłam nam najpierw po jednym kieliszku. Potem po drugim. 
Po ósmej kolejce przestałam liczyć. Naprawdę dawno już byłam pijana. Nigdy nie lubiłam aż tyle pić, bo zawsze musiałam zrobić coś głupiego. 
Uśmiechnęłam się do Domena, który nagle stał się jakoś przystojniejszy.
-Idziemy tańczyć! -wykrzyknął. Złapał mnie za ręce i ruszyliśmy na parkiet. Nie pamiętam jak to się stało, ale dołączył do nas Jurij, a później także Anze. Wykręcaliśmy się w różne strony, naśladując taniec. Musieliśmy wyglądać przekomicznie. 
-Tak właściwe to gdzie jest Peter? -zapytał jego brat w którymś momencie. Rozejrzałam się dookoła, chwiejąc się lekko. Masa tańczących ludzi, nawet innych skoczków, ale jego nie było nigdzie. 
Wzruszyłam ramionami i przysunęłam się do Domena. Leciała akurat wolna piosenka, więc położyłam mu ręce na ramiona. On objął mnie w pasie. Byłam pijana, ale w końcu całkowicie się wyluzowałam. Domen też. Czułam przyjemne otępienie. Nie myślałam o niczym, tylko bujałam się w jego ramionach w rytm muzyki. 
Uśmiechnęłam się, gdy poczułam jego usta na swojej szyi. Było to tak przyjemne.. Ale Domen? I takie całowanie? Spojrzałam na niego zdziwiona i poczułam, jak coś mnie od niego odrywa. Peter odsunął mnie delikatnie i przyłożył Domenowi w twarz. Jak przez mgłę widziałam, co tak naprawdę się tam działo. Byłam pijana. Mocno pijana. Zachwiałam się, ale czyjaś ręka uratowała mnie przed upadkiem. Ktoś objął mnie w talii i gdzieś prowadził. 
-Peter? -powiedziałam, spoglądając na twarz mojego wybawcy. Był wściekły. -Chyba za dużo wypiłam. -Dodałam elokwentnie. Mocniej mnie objął, ponieważ praktycznie nie byłam w stanie iść. Poczułam jak narzuca na mnie kurtkę i znaleźliśmy się na zewnątrz. -Nie mogę iść. -wyjąkałam. Oparł mnie o ścianę i wyciągnął telefon. Objęłam go za szyję, żeby się nie przewrócić. 
-Zadzwonię po taksówkę. -powiedział, nie patrząc na mnie. Zaciągnęłam się chłodnym i świeżym powietrzem i od razu zrobiło mi się lepiej. Coraz lepiej widziałam i nie kręciło mi się już w głowie. Dalej obejmowałam Petera za szyję. Mogłam obserwować jego przystojną twarz. Wtedy spojrzał na mnie. 
Nie mogłam się powstrzymać i dotknęłam jego policzka. 
-Jesteś na mnie zły? -pokręcił głową, ale dalej się nie odzywał. Ja również przez chwilę milczałam. Patrzyłam jak oddycha, a z jego nozdrzy wydostaje się para. Z pewnością było kilkanaście stopni mrozu, jednak w ogóle tego nie czułam. Powoli przypomniałam sobie wcześniejsze wydarzenia. Wypite kieliszki, głupie tańce i.. -Dlaczego uderzyłeś Domena? 
_________________________________
Przepraszam, że taki krótki! x


piątek, 8 kwietnia 2016

5. Witaj w skocznym świecie.

Jakieś pół godziny później zorientowałam się, że prawie każdy już śpi. Razem z Peterem. Odłożyłam książkę i przyglądałam się jego twarzy. Wyglądał bardzo spokojnie. Jego włosy były w delikatnym nieładzie. Ale musiałam to przyznać, Peter wyglądał przystojnie. 
-Ładnie to tak komuś się przyglądać? -zapytał nagle, a ja poczułam się jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku. Zapewne byłam już cała czerwona. -Słodko się rumienisz. 
-Lepiej idź spać. -prychnęłam i odwróciłam wzrok. Poczułam, jak łapie mnie za rękę. Chciałam zaprotestować, odwróciłam głowę w jego stronę i walnęłam go książką. 
-Ups, wyśliznęła mi się. 
-Ty.. Zasłużyłaś na karę! -momentalnie przysunął się do mnie i zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam opanować śmiechu, więc zbudziłam pewnie  połowę samolotu. 
-Przestań! Jesteś..hahaha..chory psychicznie! 
-Chyba się na nas gapią. -występował mi do ucha, przerywając te tortury. Uśmiechnął się i z powrotem wygodnie rozłożył się na siedzeniu. 
-Masz więcej tego nie robić. - powiedziałam cicho. Peter zaśmiał się. 
-Jeśli będziesz grzeczna. -popatrzył na mnie rozbawiony. Pokazałam mu język i sięgnęłam po moją książkę. Po raz piąty czytałam jedno zdanie i nie mogłam go zrozumieć. Wciąż myślałam o naszym pocałunku sprzed kilku dni. Peter zachowywał się tak, jakby to się nie zdarzyło, jakby nie miało żadnego znaczenia. Ale z drugiej strony teraz wciąż patrzył na mnie i się uśmiechał. 
-Dasz mi wreszcie spokój? 
-Nie. 
-Czego ty właściwie ode mnie chcesz? 
-Lubię na ciebie patrzeć. To wszystko. 
-Rozpraszasz mnie. -Peter uniósł brwi, a ja nie wierzyłam, że to powiedziałam. Jego uśmiech tylko się poszerzył. Nic jednak nie powiedział. Właściwie to w ogóle nic już nie powiedział. Do końca lotu był dziwnie milczący. Miałam powoli dość tych jego dziwnych nastrojów. 
Gdy już odzyskaliśmy nasze bagaże i znaleźliśmy się w hotelu, dotarło do mnie, że znowu tu jestem. W Polsce. W miejscu, gdzie się urodziłam, wychowałam i wszystko straciłam. Usiadłam na moim łóżku. Nie chciałam tego, ale z moich oczu popłynęły łzy. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc szybko je otarłam. 
-Proszę. 
-To ja. Chciałem tylko powiedzieć, że za chwilę kolacja... Kamila, dlaczego płaczesz? - Domen momentalnie znalazł się obok mnie. 
-Nic mi nie jest. -powiedziałam, ale on przytulił mnie do siebie. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. I odpowiedziałam mu o wszystkim. O wypadku rodziny, o moich uczuciach, o tym wszystkim, co straciłam. Ominęłam oczywiście wątek z jego bratem. 
-Spokojnie mała. Nie płacz już. 
-Mała? -spojrzałam na niego i oboje się zaśmialiśmy. 
-Wszystko w porządku? -pokiwałam głową. -To chodź, spóźnimy się na kolację. 
-Domen? 
-Tak? 
-Dziękuję. -chłopak przytulił mnie raz jeszcze i wyszliśmy z pokoju. Czułam się o wiele lepiej. W końcu mogłam się tak po prostu wygadać. To wszystko zaczynało mnie przytłaczać, a dzięki Domenowi mogłam się tego pozbyć. Uśmiechnęłam się do siebie. 
 Po drodze do stołówki natrafiliśmy na Petera. 
-Cześć, dzieciaczki. -usłyszałam i spojrzałam na niego z mordem w oczach. 
-Cześć, fryzura ci oklapła. -Domen zaśmiał się, a Peter jednym ruchem ręki poprawił włosy. Zabrakło mi powietrza. Nie odzywając się więcej ruszyłam przed siebie. Po kolacji w dosyć miłej atmosferze wróciłam do pokoju. Chłopcy musieli iść wcześnie spać, ponieważ już jutro miały odbyć się kwalifikacje. 
  Przez cały dzień nie mogłam się na niczym skupić. Co z tego, że wszyscy Słoweńcy awansowali? Co z tego, że jutro skakać będzie też jedenastu polskich zawodników? 
Skoro ja nie mogłam skupić się na niczym innym, niż co będzie jeśli Peter rzeczywiście wygra. Ten zakład to był kompletny idiotyzm. W co ja się wpakowałam? 
       Na szczęście i na nieszczęście, Peter nie wygrał konkursu. Był trzeci, za Michaelem Hayböckiem i, ku mojej ogromnej radości, Kamilem Stochem. Całe Zakopane właściwie zwariowało. Tysiące biało-czerwonych serc dopingowało polskiego mistrza i choć nie udało mu się wygrać, to i tak wszyscy się cieszyli. Uczucie, jakie towarzyszyło mi podczas tego konkursu było niesamowite. Żałuję, że dopiero teraz zgodziłam się oglądać skoki na żywo. Mogłam to zrobić już dawno temu. Uśmiechnęłam się, gdy trzech najlepszych dzisiaj zawodników stanęło na podium. Chyba nigdy się do tego nie przyznam, ale byłam dumna z tego drażniącego mnie dupka. Domen zajął bardzo dobre piąte miejsce, dlatego, gdy tylko dołączył do mnie oglądającej dekorację, mocno go wyściskałam. 
Przez resztę wieczoru nie mogłam zetrzeć uśmiechu z twarzy. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. 
Gdy organizatorzy rozdali nagrody Peter rozpiął swoją kurtkę i wszystkie kamery na skoczni mogły podziwiać napis na jego koszulce. Wybuchnęłam śmiechem, widząc zdumioną minę Domena. Cóż, musiałam przyznać, że Peter jednak wywiązał się z zakładu. 
"Domen jest mistrzem i jest lepszy ode mnie!" na jego koszulce było dla mnie zaskoczeniem. Nie sądziłam, że naprawdę to zrobi. Nigdy mu tego nie powiem, ale mi zaimponował. Albo coś w ten deseń. 
-Kamila? -usłyszałam obok siebie. -To twoja sprawka? -zaśmiałam się razem z Domenem. Gdy Peter odnalazł nas wzrokiem, jego brat uniósł kciuka do góry. 
Zaśmiałam się i pokiwałam z uznaniem głową. Peter uśmiechnął się. Był to dla mnie najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałam w życiu. Kurde. 
_________________________________
Oddaję Wam piąteczkę :) Enjoy! 

poniedziałek, 28 marca 2016

4. Mistrz głupoty powrócił.

Przez następne kilka dni nie widziałam się ani z Domenem, ani z Peterem. W sumie było mi to na rękę. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać względem tego starszego po tym, co się stało u mnie w mieszkaniu. Był taki.. nieodkryty. Obaj mieli teraz dużo treningów i przygotowań do kolejnych konkursów. Tych, rozgrywanych w Zakopanem. Domen namawiał mnie, żebym pojechała, ale jakoś nie miałam ochoty być tam znowu. Właściwie to sporo o tym myślałam, ale te rany były zbyt świeże. Jednak zdążyłam się już przekonać, że w moim życiu nic nie można zaplanować. I coraz bardziej zaczęłam się tego obawiać. 
Wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi. Miałam dobry humor, więc z uśmiechem otworzyłam. 
-Ja też się cieszę, że cię widzę, kochanie. -Peter jak gdyby nigdy nic pocałował mnie w policzek i wszedł do środka. 
-Dobrze się czujesz? 
-Świetnie. Dziękuję, że się tak o mnie martwisz. - zaśmiał się, a ja prychnęłam. 
-Czego chcesz? 
-Czemu zawsze jesteś dla mnie taka niemiła? 
-Bo jestem taka tylko dla wybranych dupków. -Peter spojrzał mi w oczy. 
-Nie uwierzysz, ale jest mi naprawdę przykro, że tak mnie okłamujesz. Po prostu masz problem z okazywaniem uczuć. Ale zostawmy to na inną rozmowę. A teraz się pakuj. -powiedział niezwykle inteligentnie. Spojrzałam na niego. 
-Co? 
-Lecisz z nami do Polski. 
-Co proszę?! -wytrzeszczyłam na niego oczy. 
-Po prostu. Jeśli chcesz mogę Ci pomóc. Jutro rano wylatujemy. Nie patrz tak na mnie. Domen to wymyślił. 
-Ja nigdzie nie lecę! Nie mogę. Czemu nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?! -byłam wściekła i jednocześnie odrobinkę wdzięczna, że chłopcy aż tak się zaangażowali. Nie chciałam jednak dać tego po sobie poznać. 
-Inaczej byś się nie zgodziła. Wszystko jest już zarezerwowane i opłacone. Nie możesz odmówić. -puścił mi oczko. 
-Niby przez kogo opłacone, co? 
-Przeze mnie. -zatkało mnie. Peter stał przede mną i uśmiechał się szeroko. -Powinnaś w końcu zobaczyć, jak wygrywam na żywo. -zaśmiałam się. 
-A co jeśli nie wygrasz? 
-Założymy się? 
-Nie wiem skąd u ciebie wzięła się ta mania zakładania o wszystko, ale zgoda. Jeśli nie wygrasz, pokażesz się wszystkim w koszulce z napisem: 'Domen jest mistrzem i jest lepszy ode mnie..' 
-A jeśli wygram.. Pocałujesz mnie od razu po skoku. Długo i namiętnie. -przełknęłam ślinę, gdy na jego twarz wpłynął jeszcze większy uśmiech. Jego zakłady były doprawdy beznadziejne. On myślał tylko o jednym. Kompletne przeciwieństwo Domena. 
-Niech ci będzie. A za to wszystko Ci oddam. 
-Nie ma mowy. Potraktuj to jako prezent. 
-Nie przyjmuję takich prezentów. -Byłam w szoku. Prowadziliśmy naprawdę cywilizowaną rozmowę, nie obracając się wzajemnie. Coś nowego. No prawie. 
-Zawsze jesteś taka uparta? 
-Jeszcze jedno słowo i nigdzie nie jadę. 
-Dobrze. Już zostawiłam cie w spokoju. Będę rano. - zbliżył się do mnie i dotknął ręką mojego policzka. Odrzuciłam ją. 
-Łapy przy sobie. -uśmiechnął się i wyszedł.
Byłam zła na siebie, na Domena, na Petera i wszystko wokół. Dlaczego ja się w ogóle na to zgodziłam? Właściwie to zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Nie wierzę, że Domen mógł wymyślić tak chytry plan. Dotychczas mu się to nie udało, tylko tak nagle? To pewnie ten gnojek. Tylko czemu poczułam się tak jakoś.. Dziwnie? Tak.. Fajnie. Że ktoś jednak robi coś dla mnie. 
Jezu, o czym ja mówię. Jemu chodzi tylko o ten pieprzony zakład. Nie wiem jaki ma w tym interes. Kompletnie nie rozumiem tego człowieka. Jeszcze nigdy w życiu nie miałam takiej zagadki. No bo ile razy w ciągu piętnastu minut można zmieniać nastrój? Jak mam okres to się tak nie zachowuję. 

Kilkanaście godzin później siedziałam już w samolocie obok Domena. Całe szczęście. Usiadłam wygodnie i zaczęłam czytać książkę. 
-Idę po wodę, też chcesz? -usłyszałam i pokręciłam głową. Zatopiłam się w lekturze. W pewnym momencie ktoś usiadł obok mnie, lecz nie podniosłem głowy, myśląc że to Domen.
-Ladnie wyglądasz, jak jesteś taka skupiona. -aż podskoczyłam na dźwięk tego głosu. Obok mnie siedział chory głupek. 
-Czy ty naprawdę chcesz doprowadzić mnie do śmierci? Co tu robisz? 
-Domen zamienił się ze mną miejscami. - wzruszył ramionami i zaczął przeglądać coś na telefonie, uśmiechając się pod nosem. Westchnęłam i wróciłam do książki. Nie dane mi było jednak przeczytać nawet zdania. 
-Co ty robisz?! 
-Zdjęcie. - Peter znowu podniósł telefon i zrobił mi fotkę. Uśmiechnął się szeroko. -Nie mogłem się powstrzymać. 
-Czy wyraziłam na to zgodę? -ten facet doprowadzał mnie do szału. 
-Dlaczego zawsze jesteś na mnie taka wściekła? -powiedział, udając smutek. 
-Uważaj, bo będzie mnie ci szkoda. Nienawidzę jak ktoś robi mi zdjęcia. 
-Ty wszystkiego nienawidzisz. -mruknął. 
-Coś mówiłeś? 
-Nic, nic kochanie. -zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu. Dalej byłam zła. Odsunęłam się od niego najdalej jak mogłam i zaczęłam czytać. Peter nałożył słuchawki. Czułam, że co chwila na  mnie patrzy. Wyłączyłam jednak wszystkie swoje myśli. 

______________________________
Taka mała niespodzianka z okazji świąt. Wszystkiego dobrego kochani! 😍


środa, 16 marca 2016

3. Ja zawsze mam rację.

    -Czy teraz mogę już iść? - zapytałam zirytowana, ponieważ stanie na mrozie nie było moim hobby. 
-Oprowadzasz dziewczynę pod same drzwi, a tu zero podziękowania. 
-Dziękuję bardzo uprzejmie, ale nie prosiłam cię o to. 
-Matka by mnie zabiła gdybym nie poszedł, widziałem to w jej oczach. Nie znasz jej tyle co ja. 
-A więc boisz się swojej matki? Myślałam, że.. -Peter zbliżył się do mnie i po prostu pocałował w usta, przerywając moją wypowiedź. Czując jego gorące wargi na swoich, chyba straciłam poczucie świadomości. Zszokowana, zdezorientowana i prawdopodobnie upita dwoma kieliszkami wina, oddałam pocałunek. Było to coś tak niespodziewanego i.. przyjemnego, że zburzył się cały mój opór oraz niechęć do tego Słoweńca. Oparł ręce na moich policzkach i spojrzał mi w oczy. Wtedy oczywiście wrócił mi rozum. 
-Ty... Jak mogłeś?! -oderwałam się od niego. Jednak widziałam tylko szeroki uśmiech goszczący na jego twarzy. uderzyłam go w klatkę piersiową, na co tylko głośno się zaśmiał.
-Nie byłaś nigdy z Domenem, prawda? -to wyjechał z tym pytaniem. 
-A jeśli tak, to co? Jesteś zazdrosny o brata? 
-Nie mogłabyś być z kimś takim jak on, mam rację? 
-A to niby dlaczego? -znów powrócił ten niezwykle irytujący, nieznośny dupek, którego wcale nie miałam ochoty znowu pocałować. Kurde. -Lubiłam nasze rozmowy. -odparłam. Peter zaśmiał się pod nosem. 
-Widzisz, my troszeczkę inaczej spędzalibyśmy czas. -wyjątkowo speszyłam się na to stwierdzenie. Wszystko przez moją chorą wyobraźnię. Naprawdę myślisz, że ten chuderlak dobrze wygląda bez koszulki? I.. kretynka. 
-Ten mróz chyba ci zaszkodził. -Było mi już naprawdę zimno, co Peter chyba zauważył. Oddałam mu jego części garderoby. -Muszę już iść. 
-Do zobaczenia. -uśmiechnął się i znowu przybliżył z zamiarem pocałowania. 
-Niech ci będzie. -odskoczyłam od niego i wbiegłam do budynku. Usłyszałam za sobą tylko lekki śmiech. 
    Gdy weszłam do mieszkania zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam do wanny. Nie wiem ile trwała moja kąpiel, ale potrzebowałam solidnej dawki gorącej wody. Nie mogłam sobie poradzić z tym, co zaszło przed blokiem. Czy on naprawdę mnie pocałował? Jak mógł? Przecież znamy się raptem kilka godzin. Nie miałam już jednak siły o tym myśleć. Zmęczona, zmarznięta i prawdopodobnie chora, położyłam się do łóżka. 

    Obudziłam się z bólem głowy, gardła i zatkanym nosem. Podziękowałam w myślach Peterowi za ten wczorajszy piękny wieczór. Otrzymałam od niego niezwykły prezent. Nie wiem jak mu się za to odwdzięczę. Chyba trzeba go zarazić. Najlepiej czymś gorszym. Jakąś ebolą albo inną cholerą. 
Udało mi się wstać z łóżka i powędrowałam do kuchni w poszukiwaniu jakich życiodajnych środków przeciwbólowych. Zrobiłam sobie herbatę i położyłam się na kanapie. Dawno nie czułam się tak źle. Usłyszałam wibracje mojego telefonu i zaklęłam. 
-Tak? 
-Cześć Kamila. Ja tam poranek?
-Domen, błagam nie dobijaj mnie. Przez twojego brata rozłożyło mnie przeziębienie. 
-Co znowu zrobił ten palant?
-Od początku wiedziałam, że to zły pomysł. Zachciało mu się zabawy w śniegu. -jęknęłam, ale Domen wydawał się rozbawiony. -Wiesz co, jak możesz?
-Przepraszam. Za pół godziny u ciebie będę. -rozłączył się,a ja schowałam głowę pod kocem. Miałam ochotę rzucić się z mostu lub pod pociąg. Zamknęłam oczy i układałam sobie w myślach listę sposobów morderstwa. Zaśmiałam się z własnej głupoty. Jemu nawet zabójstwo nie pomoże. Po kilkudziesięciu minutach i dwóch herbatach z cytryną, usłyszałam dzwonek do drzwi. 
-Otwarte. -powiedziałam, myśląc, że to Domen. 
-Strasznie wyglądasz. -powiedział, lecz to wcale nie był najmłodszy z braci Prevc. Tylko ten dupek, którego nie miałam najmniejszej ochoty oglądać przez najbliższe milion lat. Westchnęłam z rezygnacją. 
-Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę na twój widok. Chyba wyskoczę z okna z tego szczęścia. 
-Pewne rzeczy dalej w formie. -zaśmiał się. -Przybywam z misją ratunkową. -teraz to ja wybuchnęłam śmiechem. Ale zaraz potem prawie się nie udusiłam kaszlem. Znów schowałam głowę w poduszkę. 
-Mam dla ciebie rosół. Gdzie masz jakieś miski? -nie czekając na odpowiedź poszedł do kuchni i jak gdyby nigdy nic przeszukiwał moje szafki. 
-Pewnie, czuj się jak u siebie. -powiedziałam, nie odrywając głowy od poduszki. Peter znalazł się już obok mnie z miską parującej zupy. 
-Teraz będę cię karmił. -oznajmił, a ja wybuchnęłam śmiechem i spojrzałam na niego jak na kosmitę. On jednak nie wydawał się żartować. 
-Serio? 
-Tak. Przeze mnie jesteś chora, więc muszę się tobą zająć. -Nie pozostało mi więc nic innego, jak otwierać grzecznie buzię i jeść. Rosół był naprawdę smaczny i co najlepsze, poczułam się po nim lepiej. Peter odstawił pustą miskę na stolik, ale dalej siedział na kanapie obok mnie. Był tak blisko, że czułam się niekomfortowo. Mógłby pochylić się i.. Stop! Kamila, o czym ty myślisz?! 
-Dziękuję. -powiedziałam jednak, starając się zatrzymać pędzące myśli. Peter uśmiechał się. 
-Lepiej wyglądasz. 
-Tak też się czuję. Nie musisz mnie już niańczyć. W końcu nie bawisz się w takie rzeczy. -spojrzał na mnie z rozbawieniem. 
-Zapomnij o tym, co tam mówiłem. -uniosłam brwi. -Byłem zły na Domena, to wszystko. 
-Często się tak kłócicie? -zmieniłam temat. 
-Czasami. -zaśmiał się. -Wy za to wyglądacie na świetnych przyjaciół. -dziwnie wypowiedział słowo 'przyjaciół'. Czy wyczułam tam nutkę zazdrości? Niemożliwe! 
-Bo jesteśmy. Dobrze się rozumiemy. Jesteśmy w tym samym wieku i mamy wiele tematów do rozmów. 
-Chciałem zapytać, ile masz lat, ale było mi głupio. Teraz chociaż wiem. -Zupełnie zignorował moje słowa, skupiając się tylko na tym, co go interesowało. Dupek do sześcianu. 
-Nawet wiesz, ile lat ma twój brat? Coś takiego. -Peter tylko uśmiechnął się pod nosem. Wyglądał, jakby bardzo nad czymś myślał. -Powiesz mi teraz, o czym tak myślisz? -zapytałam. Ten człowiek był dla mnie wielką zagadką. Raz był w wyśmienitym humorze, a za kilka chwil zamyślony uparcie coś rozważał. Jakby wahał się nad swoim zachowaniem. 
-O tobie. -powiedział szczerze, a mnie coś ścisnęło w środku. -To zabawne, wiesz? Siedząc przy tobie, czuję się jakbym znał dalszy przebieg naszej historii. Jakbym wiedział, jak ona się skończy. 
-Jak się skończy? -Peter uśmiechnął się tajemniczo. -Nie możesz po prostu mi tego powiedzieć? Będziemy mieli to za sobą. Które kogo zabije? 
-Będziemy siedzieć właśnie tak jak teraz. Będziesz miała długie włosy. W rękach będziesz trzymać nasze jedno dziecko, drugie będzie biegało wokół kanapy. -powiedział, patrząc mi w oczy. Zaśmiałam się. 
-Chyba się ode mnie zaraziłeś, nie masz gorączki? -powiedziałam, przykładając rękę do jego czoła. Chwycił ją w swoje dłonie. Momentalnie zabrakło mi powietrza. 
-Nie wydaje mi się. A co do tamtego, chcesz się założyć? -zaśmiałam się jeszcze bardziej. 
-Mam się zakładać, czy będę miała z tobą dzieci, czy nie? Chyba zwariowałeś. 
-Skoro jesteś taka pewna, że nie, no to się zgódź. -spojrzałam na niego niepewnie. Coś kombinował. Jego słowa były jednak na tyle śmieszne, że mógł sobie to równie dobrze wymyślić. Taki tani podryw. Przecież nigdy w życiu nie będę miała z nim dzieci. Ja w ogóle nie planuję mieć dzieci. No, może kiedyś. Ale z jakimś normalnym, odpowiedzialnym facetem, a nie przychudym patyczakiem, co tydzień ryzykującym życie. 
-Okej. O co się zakładamy? -zapytałam po chwili. Peter uśmiechnął się promiennie. 
-Jeśli wygram.. -prychnęłam. -Jeśli wygram do końca życia będziesz budziła się obok mnie i całowała mnie w usta. Jeśli ty wygrasz, hmmm. -zaśmiałam się. 
-Jesteś nienormalny. Kiedy będzie można określić, ze wygrałam? Przecież nie wiem, kiedy przestanę móc mieć dzieci. 
-Załóżmy, że musimy mieć dzieci do dnia twoich 25 urodzin. -spojrzałam na niego przerażona. Przecież to za 4 lata! Ale to w sumie lepiej. Nigdy w świecie nie będę mieć do tego czasu dziecka. Dopiero po tych właśnie 25 latach mogłabym mieć. Uśmiechnęłam się. To w końcu na moją korzyść. Znaczy ten zakład i tak jest na moją korzyść. Przecież nie planuję nic względem niego. Chociaż... Kurwa. Czemu on tak blisko siedzi? I czemu jego oczy zrobiły się takie pięknie szare?
-Zgoda. Co będzie jeśli wygram? 
-Zrobię wszystko, o co mnie poprosisz. Łącznie ze zrobieniem dziecka, jeśli potem też będziesz chciała. -zaśmiał się, a ja walnęłam go poduszką. -O nie... -Peter wziął drugą i zaczęliśmy okładać się nimi jak dzieci. Gdy zaczęłam kichać, Peter przestał. Wyciągną do mnie rękę. 
-Trzeba jakoś przypieczętować nasz zakład. -powiedział, a ja kiwnęłam głową. Uścisnęłam jego rękę. Peter z uśmiechem popatrzył mi w oczy. Nie mogłam odwrócić wzroku od jego przystojnej twarzy. Ale wpadłam. -Informuję cię, że właśnie zaczęłaś przegrywać. -chciałam odpowiedzieć coś mądrego, ale Peter pochylił się nade mną tak, że prawie stykaliśmy się głowami. Chciałam się odsunąć, ale on uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.